Katastrofa Liberatora

Na podstawie udostępnionych materiałów opublikowanych na łamach prasy lotniczej przez Pana Wojciecha Krajewskiego z Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie (W. Krajewski, Lądowanie pod Tarnowem, „Aeroplan”, nr 3/2000) oraz Pana Szymona Serwatkę działającego w ramach Aircraft Missing In Action Project (S. Serwatka, Lądowanie pod Tarnowem – rozwiązana tajemnica!, „Aeroplan”, nr 3/2002), jak również dokumentów dawnego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przechowywanych w krakowskim Oddziale IPN odtworzyć można w miarę dokładnie historię rozbitego w Trzemesnej bombowca.

Samolotem, który spadł na terenie gminy Tuchów, był amerykański czterosilnikowy bombowiec typu B-24 „Liberator” należący do 781. Dywizjonu 465. Grupy Bombowej, której zadaniem było m.in. bombardowanie niemieckich rafinerii benzyny syntetycznej na terenie Oświęcimia i Blachowni. 13 października 1944 r. po udanym nalocie maszyna dowodzona przez porucznika George’a Gainesa Jr została trafiona przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą i nie mogąc powrócić do bazy ze względu na uszkodzenia silników, skierowała się w stronę linii frontu, by wylądować na terenach zajętych już przez Armię Czerwoną. Załogę samolotu stanowiło 9 Amerykanów: 1/Lt. George Gaines Jr (pilot i dowódca samolotu), F/O Murray A. Knowles (drugi pilot), 2/Lt. Francis R. Clark (nawigator), Sgt. Louis J. Deslatte (mechanik pokładowy), Sgt. Karl K. Brown (radiooperator), S/Sgt. Charles A. Murray (strzelec), Sgt. Lawrence J. Tiehen (strzelec), Sgt. Thomas R. C. NcNew (strzelec), S/Sgt. Edward J. Chapin (strzelec). Uszkodzenia bombowca były jednak zbyt poważne żeby dolecieć nim aż na stronę sowiecka, stąd też dowódca „Liberatora” nakazał ewakuację załogi już w rejonie Tuchowa. Cała dziewiątka lotników wyskoczyła na spadochronach zanim samolot rozbił się i eksplodował na terenie wsi Trzemesna.
Podczas lądowania skoczkowie byli ostrzeliwani przez obserwujących katastrofę żołnierzy niemieckich, żaden z nich nie został jednak trafiony. Już nad Oświęcimiem ranny został w prawą rękę strzelec Edward Chapin, który później z trudem opuścił pokład samolotu, natomiast podczas samego skoku złamania lewej kostki doznał nawigator Frank Clark. Obaj zostali na miejscu zatrzymani przez Niemców i odwiezieni furmanką do Tuchowa, gdzie osadzono ich w tamtejszym więzieniu. Następnego dnia, 14 października 1944 r. spotkali się tam z drugim pilotem Murrayem Knowlesem, którego także dzień wcześniej wzięto do niewoli. Całą trójkę przetransportowano następnie do Tarnowa, gdzie już przebywali trzej następni członkowie załogi: Louis Deslatte, Tom NcNew i Charles Murray. Stamtąd po przesłuchaniu szóstkę Amerykanów wysłano do obozów jenieckich na terenie Niemiec, gdzie szczęśliwie doczekali końca wojny.
Inaczej potoczyły się losy strzelca Lawrenca Tiehena, który uniknąwszy niemieckiego pościgu, postanowił za wszelką cenę przedrzeć się na rosyjską stronę frontu. Przez ponad sześć tygodni Tiehen maszerował w kierunku, z którego dochodziły do niego odgłosy działań wojennych. Po drodze przygodni Polacy przebrali go w cywilne ubranie, dzięki czemu nie wzbudzał większych podejrzeń wśród penetrujących teren Niemców. Zatrzymano go dopiero 26 listopada 1944 r., kiedy schorowany ukrywał się w opuszczonej stodole. Także on trafił do niemieckiego obozu jenieckiego i po zakończeniu działań wojennych powrócił do Stanów Zjednoczonych.
Na osobne omówienie zasługuje historia dwóch ostatnich członków załogi – dowódcy samolotu George’a Gainesa Jr. oraz radiooperatora Karla Browna. Zostali oni zaraz po lądowaniu ukryci przez członków polskiego podziemia, a następnie zaprowadzeni do gospodarza, który znał język angielski i mógł się z nimi porozumieć. Początkowo wraz z Gainesem ukryto również jednego ze strzelców pokładowych „Liberatora” (niestety nie udało się ustalić, o którego z nich chodzi), który jednak podczas przeczesywania lasu przez Niemców został zauważony i dostał się do niewoli. W celu zobrazowania dalszych losów obu Amerykanów warto w tym miejscu zacytować za S. Serwatką fragment wspomnień Gainesa: […] Zostaliśmy ukryci w środku stogu siana na dwa dni. Niemcy brali siano ze stogu każdego poranka, ale nie odkryto nas. Po dwóch dniach zabrano nas nocą do przedmieść Tarnowa. Następnego dnia, po południu, dwóch Polaków zaprowadziło nas przez środek miasta do domu dyrektora elektrowni w Tarnowie. Tam spędziliśmy dwa miesiące, aż ze sfałszowanymi papierami zawieziono nas pociągiem w pobliże rzeki Wisły, gdzie czekaliśmy na radziecką ofensywę. Bardzo dzielny dowódca polskich partyzantów (Bolek?, Bolesław?) skontaktował się z radzieckim oddziałem zwiadowczym, działającym na tyłach Niemców, żeby zorganizować nasz bezpieczny przerzut na drugą stronę frontu. Razem z nim udaliśmy się do radzieckiego stanowiska dowodzenia, gdzie za pisemnym pokwitowaniem zostaliśmy przekazani Rosjanom […]. Gaines i Brown ostatecznie dotarli do amerykańskiej bazy Pantanella 21 lutego 1945 r.
Pomoc, jaką Amerykanie otrzymali ze strony Armii Krajowej potwierdzają także relacje biorących udział w tej niecodziennej akcji ratunkowej żołnierzy podziemia. Zbigniew Błaszkiewicz ps. „Hektor”, „Orzeł”, który podzielił się swoimi wspomnieniami z W. Krajewskim, tak zapamiętał tamte wydarzenia: […] Najpierw znaleźliśmy jednego członka załogi, schowaliśmy go w jarze w potoku i poszliśmy dalej szukać. Odnaleźliśmy jeszcze dwóch, ale gdy powróciliśmy do kryjówki, pierwszego lotnika już tam nie było. […] Amerykanie robili wrażenie zdezorientowanych i przestraszonych. Widząc przez okno Niemców, którzy jak zwykle przejeżdżali po chleb, natychmiast padali ze strachu na podłogę i leżeli nieruchomo […]. Już po wojnie, w roku 1947, w Tarnowie zjawiła się amerykańska misja wojskowa mająca na celu odnalezienie lotników, którzy zaginęli na tym terenie podczas działań wojennych. Najprawdopodobniej Amerykanie nie wiedzieli wówczas, że cała załoga przeżyła wojnę i powróciła szczęśliwie do domu. Poszukiwano zarówno dokładnego miejsca upadku maszyny, jak i grobu lotników. Cała sprawa odbiła się szerokim echem pośród mieszkańców Tuchowa, zwłaszcza, że powtarzano wówczas plotki o tym, że 6 Amerykanów (zatrzymanych zaraz po lądowaniu) zostało niedługo po tym wydarzeniu rozstrzelanych przez Niemców.
Katastrofą „Liberatora” zajął się także miejscowy Urząd Bezpieczeństwa, otrzymując na ten temat szczątkowe zaledwie informacje od ulokowanej w tzw. „środowisku akowskim” agentury. I tak, informator ps. „Sto”, będący podczas wojny członkiem Powiatowej Delegatury Rządu w Tarnowie, donosił, że ukrywaniem lotników zajmował się Władysław Kumor ps. „Kotarba”, okupacyjny dowódca Placówki AK w Tuchowie, który po wojnie działał w Polskim Stronnictwie Ludowym i był współpracownikiem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.
Natomiast nie odnaleziono do chwili obecnej materiałów potwierdzających fakt, że w ukrywaniu lotników brał udział człowiek o nazwisku Józef Budzik. Rzeczywiście z położonej w sąsiedztwie Trzemesnej wsi Łękawica pochodził kapitan Józef Budzik, oficer zawodowy służący przed wojną w 16. pułku piechoty w Tarnowie, który jednak zginął zamordowany przez NKWD w Katyniu w 1940 r. Jego syn, Wiesław Budzik, należał do Związku Walki Zbrojnej i na przełomie 1941 i 1942 r. został aresztowany przez Niemców. Więziony był w obozie do końca wojny, a do rodzinnej Łękawicy powrócił dopiero jesienią 1945 r. – stąd też nie mógł być ani świadkiem, ani też uczestnikiem ratowania Amerykanów. Niemniej jednak to najprawdopodobniej właśnie o nim pisze w swoich wspomnieniach ks. Feliks Kokoszka, mówiąc o tym, że został zaaresztowany i w roku 1946 rozstrzelany. Rzeczywiście po powrocie z obozu Wiesław Budzik związał się z podziemiem antykomunistycznym i pod ps. „Roland” walczył w oddziale partyzanckim PAS-NZW kpt. Tadeusza Gajdy „Tarzana”. W związku z tą właśnie działalnością został 4 sierpnia 1946 r. aresztowany i po brutalnym śledztwie skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie na karę śmierci, którą wykonano 21 października 1946 r. Wyrok ten nie miał jednak nic wspólnego z katastrofą amerykańskiego „Liberatora” w Trzemesnej oraz z akcją ukrywania lotników przez tamtejszą Armię Krajową.

Tekst odpowiedzi na pismo Urzędu Miejskiego w Tuchowie z dnia 16 lutego 2009 r. (sygn. UM-PR-0717/7/09) w sprawie katastrofy amerykańskiego samolotu na terenie wsi Trzemesna w październiku 1944 r.
Źródło: Instytu Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej w Krakowie.


Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookie. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej polityce prywatności.